Dowcipy o matematykach

Data ostatniej modyfikacji:
2016-01-3

Jest upojna czerwcowa noc, romantyczna kolacja przy świecach i dwoje matematyków... On szepce jej do ucha:
- Kochanie, czy ty myślisz o tym samym co ja?
- Tak, skarbie...
- I ile ci wyszło?

***

Matematyk z żoną opuszcza hotel. Stoją z bagażami na ulicy. Żona mu nie ufa, gdyż jest wielce roztargniony, więc mówi:
- Poczekaj tu i przypilnuj bagaży, a ja zamówię taksówkę.
Zostawiła go mruczącego coś pod nosem. Gdy wróciła po kilku minutach mąż powiedział:
- Wydawało mi się, że mówiłaś, że mamy 10 walizek, a ja policzyłem tylko do dziewięciu.
- Ależ nie - mówi żona - Przecież jest 10.
- Nie, policz sama: zero, jeden, dwa trzy...

***

Do pustej windy na parterze wsiadło pięciu mężczyzn, zaś na pierwszym piętrze wysiadło ich z niej sześciu. Widział to matematyki i mówi: Wprawdzie tego nie rozumiem, ale wiem, że gdy teraz do windy ktoś wsiądzie, to nie nikogo tam nie będzie.  

***

Pewnego razu matematyk przeprawiał się przez rzekę w towarzystwie przewoźnika. Podstępnie wypytywał go, czy coś wie o matematyce, filozofii i astronomii. Zniecierpliwiony przewoźnik odpowiedział, że nic nie wie o tych naukach, uczony zaś stale podkreślał, że na zgłębianiu tych nauk stracił trzy czwarte swojego życia. W pewnym momencie łódka zawadziła o przeszkodę i wywróciła się.
- Umiecie pływać?! - krzyknął przewoźnik do uczonego.
- Nie umiem! - wołał przestraszony matematyk.
- To trzymajcie się moich pleców, bo stracicie naraz wszystkie cztery czwarte swego życia!

***

Zdrowy tryb życia: osiem godzin snu, osiem godzin matematyki, osiem godzin - wino, kobiety i śpiew.

***

Co robi matematyk w kinie?
Szuka miejsc zerowych.

***

Są trzy rodzaje matematyków: tacy, którzy potrafią liczyć i tacy, którzy liczyć nie potrafią.

***

Prawdziwy matematyk myśli A, mówi B, pisze C, które wygląda jak D, jest przekonany, że powiedział E, a powinno być F.

***

Jeśli praca jest mało precyzyjna, to może być w niej jakiś dobry pomysł. Jeśli w pracy jest duża precyzja, to rodzi się podejrzenie, że autor nic więcej nie umie.

***

Po czym można poznać prawdziwego matematyka?
Przed śniadaniem całuje jajko, a żonę puka łyżeczką w czoło. Rozwiązuje zadania kredą na karoserii mijanego czarnego mercedesa i dziwi się, że tablica mu odjeżdża. Wieczorem wyrzuca za drzwi zegarek i nakręca kota.

***

Matematyk po śmierci staje przed obliczem Pana Boga, a ten mówi:
- Johnny, tak naprawdę to ty nie masz do końca czystego sumienia, będzie trzeba dokładnie prześwietlić twoje życie.
- Ależ Panie Boże, jeśli taka będzie Twoja wola, gotów jestem nawet pójść do piekła, ale proszę zdradź mi odpowiedź na jedno pytanie, bo wprost umieram z ciekawości - odpowiada matematyk.
- Jakie to pytanie?
- Czy hipoteza Riemanna jest prawdziwa?! 

***

Rozmawiają dwaj matematycy.
- Dasz mi swój numer telefonu?
- Pewnie. Jest bardzo łatwy. Trzecia cyfra jest trzykrotnością pierwszej. Czwarta i szósta są takie same. Druga jest większa o jeden od piątej. Suma sześciu cyfr to 23, a iloczyn to 2160.
- W porządku, zapisałem. 256 343.
- Zgadza się. Nie zapomnisz?
- Skądże. To kwadrat 16 i sześcian 7.

***

Co to jest kultura matematyczna? Kultura matematyczna jest wtedy gdy wygłaszający wykład matematyk widzi, że na sali siedzi probabilista i chciałby powiedzieć: Probabil z sali won!, ale tego nie mówi bo wie, że na sali siedzi probabilista.

***

Na Ziemię przylecieli Marsjanie w pokojowych, jak się wydawało, zamiarach. Ciężko było się z nimi dogadać, więc na początek dialog nawiązali matematycy. Okazało się, że matematykę mają taką, jak nasza, równania różniczkowe rozwiązują w pamięci, ale czasem dziwnie się zachowywali. W pewnym momencie uczony ziemski postanowił przeprowadzić test. Wysypał na stół zapałki i poprosił, aby Marsjanie powiedzieli, ile ich jest. Ku zdumieniu Ziemian jeden z Marsjan wyciągnął z kieszeni kombinezonu sznurek z węzełkami, zaczął przykładać węzełki do zapałek i na koniec tryumfalnie oznajmił (poprawnie): 13 (co komputery przetłumaczyły na angielski, bo od razu nauczono je tłumaczyć liczby). Ziemianie wybuchnęli śmiechem. Marsjanie przez chwilę byli zdezorientowani, a potem jeden z nich postanowił przeprowadzić test. Narysował prostokąt i spytał, jaka jest długość jego przekątnej. Ziemianie wyciągnęli linijkę, zaczęli przykładać... Na to Marsjanie wybuchnęli śmiechem, a jeden z nich wydał z siebie tylko jeden dźwięk, który komputer zaczął tłumaczyć: centymetrów 23,46879564795835....

 

Matematycy na obozie

Na obozie matematycznym zdarzyła się podobna historia, co w dowcipie o matematyku liczącym walizki. Prowadząca zajęcia studentka kazała podzielić się na grupy czteroosobowe. Przy jednym stoliku siedziało 6 osób. Gdy podeszła do nich z pretensjami, ci sprawnie się policzyli i wszystko się zgadzało: minus jeden, zero, jeden, dwa, trzy, cztery.

Niedouk!

Tutaj gościu chodzi o to, że 0 należy do liczb naturalnych ;P

Nie o to!

Jak dla mnie chodzi o to, że tablice w programach (C++ na przykład) są indeksowane od liczby 0. I tak jako pierwszą wartość "k" z tablicy pobiera się "k[0]".

A może o to?

Raczej chodzi o to, że można stworzyć własny alfabet i nim się posługiwać. Jeśli więc ktoś liczbę 0 uznaje za pierwszą liczbę alfabetu, może mieć 10 walizek i doliczyć do 9. To kwestia umowna. Ludzkość się jednak umówiła, że liczymy od 1, informatycy - że od 0, a matematyk może liczyć nawet liczbami pierwszymi jak go najdzie ochota ;)

Na pewno nie C++

Na pewno to nie jest nic związanego z C++. Prędzej z pierścieniem.

A naprawdę...

A tak naprawdę z teoriomnogościowym wprowadzeniem liczb naturalnych.

Powrót na górę strony