Kobiety mają pod górkę

Data ostatniej modyfikacji:
2016-03-30
Autor: 
opracowanie redakcyjne

Kobiety mają pod górkę. Zwłaszcza w edukacji i działalności naukowej. I tak było "od zawsze". Starożytna Hypatia, pierwsza polska studentka i nauczycielka - krakowska Nawojka, śląska astronomka Maria Cunitz, matematyczki Sophie Germain i Zofia Korwin-Krukowska, a nawet dwukrotna noblistka Maria Skłodowska-Curie - to tylko kilka sztandarowych przykładów. Poznaj historię ich zmagań o miejsce w panteonie sławy.

Pierwsza kobieta w dziejach nauki - Hypatia (ok. 370-415) - to męczennica. Zamiast szukać sobie chłopa, a potem wychowywać dzieci, zajmowała się matematyką, fizyką i astronomią. Przypisuje się jej wynalazek aerometru, astrolabium i planisfery, napisała komentarze do prac Apoloniusza i Diofantosa. A przecież dobrzy ludzie mówili jej, że zajęcia takie przystoją tylko ladacznicom. Mówili, mówili aż święty (wtedy jeszcze tylko arcybiskup) Cyryl (rzecz działa się w Aleksandrii) doradził im, by zołzę ukamienować. I rzeczywiście: poskutkowało. Na pocieszenie Hypatia ma dziś krater na Księżycu i to z widocznej strony. Dziś jest uznawana za symbol nietolerancji religijnej i seksistowskiej).

Dalsze nasze koleżanki po fachu bez trudu można sobie przypomnieć - płonęły jaskrawym płomieniem na stosach praktycznie aż do 1700 roku. Nie warto więc wchodzić w szczegóły.

Nawojka (1400-?) była córką burmistrza Dobrzynia nad Wisłą. W 1414 roku rozpoczęła naukę w Akademii Krakowskiej w męskim przebraniu pod przybranym imieniem Jakub.  Jeszcze w rodzinnym domu nauczyła się czytać i pisać po polsku i łacinie, ale dalsze kształcenie uniemożliwiały jej ówczesne zwyczaje. Uciekła się więc do podstępu. W dniu planowanego ślubu zniknęła z domu i zarekrutowała się na krakowską uczelnię. Po trzech latach studiów, gdy przygotowywała się do końcowych egzaminów bakalarskich, zachorowała i wezwany doń lekarz ujawnił mistyfikację. Postawiono ją przed sądem biskupim i tylko dzięki znakomitym świadectwom nauki i moralności wystawionym przez profesorów uniknęła spalenia na stosie. Poszła do zakonu, gdzie prowadziła szkołę nowicjatu, a po latach została ksienią klasztoru. W 1929 roku imię Nawojki przyjął pierwszy żeński akademik Uniwersytetu Jagiellońskiego. Nosi je też ulica w Krakowie i kino w Lipnie na ziemi dobrzyńskiej.

Sophie Germain (1776-1831) koniecznie chciała zostać matematykiem. Dopuściła się nawet oszustwa. Ponieważ było niemożliwe, aby uczęszczała na zajęcia w Ecole Politechnique, więc namówiła jednego ze studentów, by przynosił jej notatki i tematy prac domowych oraz podrzucał wykładowcom wykonane przez nią prace. Znana była z tego, że udowodniła, iż równanie xn+yn=zn nie ma rozwiązań w liczbach całkowitych niepodzielnych przez n, gdy n jest nieparzystą liczbą pierwszą, mniejszą od stu. Ale przecież już 150 lat później mężczyźni poszli w dowodzeniu Wielkiego Twierdzenia Fermata znacznie dalej...

Członkowie Akademii Paryskiej przyznali Sophie Germain w 1816 roku Grand Prix za pracę o wytrzymałości metali. Ale sprawiedliwości stało się zadość - na tablicy wymieniającej wszystkich laureatów tej nagrody, umieszczonej na wieży Eiffla, jej nazwiska nie umieszczono.

Zofia Korwin-Krukowska (herbu Ślepowron) (1850-1891) najpierw znalazła sobie naiwnego młodego człowieka, który zawarł z nią fikcyjny ślub (fikcyjny, by nie przeszkadzać jej w nauce, a ślub - by mogła swobodnie przebywać w męskim towarzystwie, co do uprawiania nauki było, jak wiadomo, konieczne). Po ślubie nazywała się Kowalewska. Potem znalazła, cieszącego się w młodości bardzo złą reputacją wśród mężów, braci i ojców licznych kobiet, starca będącego na dodatek tytanem matematyki - Karla Weierstrassa. Natychmiast wkradła się w jego łaski prezentując to, na co okazał się najbardziej łasy - duże wykształcenie i pomysłowość w matematyce (cóż, ten wiek...). Do tego stopnia go zawojowała, że zaczął forsować pomysł, by za udowodnione przez nią twierdzenie o rozwiązalności równań różniczkowych cząstkowych dać jej doktorat. Na próżno Darboux, Hermite i inni próbowali nie zauważać ani Kowalewskiej, ani jej wyniku. Weierstrass się uparł i Kowalewska w 1874 roku doktorat otrzymała. Jednak to najważniejsze w teorii równań różniczkowych cząstkowych twierdzenie nie mogło widocznie nosić nazwiska kobiety i dziś znajdujemy je w literaturze jedynie jako twierdzenie Cauchy'ego-Kowalewskiej, choć Cauchy nie żył już wtedy od 17 lat!

Gdy zaproponowano kandydaturę Kowalewskiej do Akademii Szwedzkiej jej sekretarz naukowy (Akademii oczywiście nie Kowalewskiej) zauważył: Gdy Akademia zacznie wybierać na swoich członków kobiety, to przy jakich żywych stworzeniach zdecyduje się zatrzymać?

W 1994 roku minęło sto lat od chwili, gdy pierwsza kobieta uzyskała doktorat z matematyki w normalnym (czyli męskim) trybie. Była to Angielska Grace Chisholm Young (żona brytyjskiego matematyka Williama Younga). Doktorat uzyskała w Niemczech (w Getyndze), a jej praca dotyczyła rachunku różniczkowego funkcji rzeczywistych wielu zmiennych. Wcześniej Grace ukończyła studia matematyczne na Uniwersytecie w Cambridge. Egzaminy wstępne zdała w wieku 17 lat, ale aż 4 lata musiała czekać, zanim dopuszczono ją do podjęcia tych studiów. Ukończyła je zdając egzaminy końcowe z pierwszą lokatą, jednak nie uzyskała tytułu magistra, który kobietom wówczas nie przysługiwał.

Maria Skłodowska-Curie (1867-1934) uzyskała doktorat z fizyki dopiero w 1903 roku lecz studia ukończyła na rok przed doktoratem Grace Chisholm Young. Pierwszą nagrodę Nobla otrzymała razem z doktoratem (laureatka Nobla może dostać doktorat nawet we Francji - w końcu to Szwedzi pierwsi się ośmieszyli). Zdjęcia poniżej przedstawiają awers i rewers dyplomu noblowskiego Marii Skłodowskiej-Curie.

 wybór fragmentów tekstu z miesięcznika "Delta" nr 12/95
zamieszczony za zgodą Redakcji

 

A oto historie innych kobiet, które zapisały się na kartach historii nauk matematycznych.

Xi Lingshi zwana Leizu (2640 p.n.e.) była żoną chińskiego cesarza. Jej codzienne czynności ograniczały się do spacerów po okazałych ogrodach w pałacu swojego małżonka. Nie traciła jednak czasu i uważnie przyglądała się, jak larwy jedwabnika budują swoje kokony. Doprowadziło ją to to wynalezienia jedwabiu, jednej z najszlachetniejszych i najdroższych tkanin świata.

Maria Cunitz, po polsku Kunicka (1610-1664) - zwana śląską Hypatią. Urodziła się w Świdnicy w domu bogatego patrycjusza miejskiego, który wynajmował guwernera, aby nauczał jego syna - młodszego brata Marii. Ta nauczyła się czytać samodzielnie w wieku 5 lat (później jako samouk poznała też łacinę, grekę, hebrajski, włoski, francuski i polski). Maria mogła tylko potajemnie przysłuchiwać się lekcjom brata. Jednak nauczyciel był tak zadowolony z jej postępów, że chciał ją uczyć oficjalnie. Ojciec nie wyraził na to zgody, uznając, że pannie z dobrego domu edukacja nie przystoi, a nawet może być szkodliwa, gdyż na skutek wygórowanych ambicji dziewczyna może popaść w delirium. Maria była więc kształcona w zakresie wykonywania obowiązków domowych, ale też w muzyce, malarstwie i sztuce haftu. W wieku 13 lat wydano ją za mąż, ale gdy po trzech latach owdowiała i wróciła pod opiekę rodziców, ojciec postanowił wspierać jej naukowe aspiracje, najmując nauczycieli, którzy pomagali jej pogłębiać wiedzę z zakresu matematyki i astronomii. Jednym z nich był Eliasz Krätschmair (lekarz, matematyk, astronom), który wkrótce został jej drugim mężem i pomógł Marii nawiązać kontakty z Janem Heweliuszem w Gdańsku i Ismailem Bouillaudem w Paryżu. Wsławiła się dziełem Urania propitia upowszechniającym odkryte przez Keplera prawa ruchu planet oraz poprawiającym opracowane przez niego Tablice Rudolfińskie (katalog 1500 gwiazd). Podała w nim także uproszczone schematy obliczeniowe pozycji gwiazd. Na cześć Marii nazwano jeden z kraterów na Wenus – Cunitz oraz jedną z planetoid – MariaCunitia. Jej imię nosi ulica w Byczynie koło Kluczborka, gdzie mieszkała i pracowała do śmierci. W 2008 roku gimnazjum w Świdnicy otrzymało jej imię, a w Rynku w pobliżu domu, gdzie mieszkała z rodzicami, stanął jej pomnik.

Émilie du Châtelet (1706-1749) ta szlachetnie urodzona (posiadała tytuł markizy) paryżanka miała wiele talentów. Była matematykiem, fizykiem i literatem. Przyjaźniła się z Voltaire’em. Uznawana jest za twórczynię zasady zachowania energii i wzoru na energie kinetyczną. W jednej ze swoich prac poświęconej naturze ognia przewidziała zjawisko promieniowania podczerwieni i falową naturę światła.

 

 

 

Laura Bassi (1711-1778) Włoszka z Bolonii, była fizykiem, filozofem i anatomem. Jako pierwsza Europejka otrzymała etat profesora fizyki wyższej uczelni (na Uniwersytecie w Bolonii), i to mając niespełna 22 lata. Była autorką prac z mechaniki i hydrodynamiki. Zawistni koledzy postarali sie jednak o zrujnowanie jej kariery. Rzadko dopuszczano ją do publicznych wykładów, a ówczesny papież odmówił jej mianowania na członka elitarnej grupy 25 naukowców zwanych Benedettini.

 

 

Maria Gaetana Agnesi (1718-1799) włoska matematyczka, lingwistka i filozofka, autorka pierwszego włoskiego podręcznika do rachunku różniczkowego i całkowego "Instituzioni analitiche ad uso della gioventu italiana" (zasady analizy matematycznej dla młodzieży włoskiej) z 1748 roku (w 1775 ukazało się jego tłumaczenie na francuski, a w 1801 na angielski). Była córką profesora matematyki Pietro Agnesiego uważaną za "cudowne dziecko" i poliglotkę. W wieku 5 lat płynnie mówiła po francusku, w wieku 9 lat pięknie pisała po łacinie, a w wieku 13 lat władała także greką, hebrajskim, hiszpańskim i niemieckim. Gdy miała 15 lat, ojciec zaczął zapraszać do domu wybitnych uczonych, przed którymi odczytywała swoje prace i broniła tez dotyczących zawiłych kwestii filozoficznych. Te zebrania ojsciec opisał w książce Propositiones Philosophicae (Tezy Filozoficzne) z 1738 roku. Od 20 roku życia zajmowała się niemal wyłącznie badaniami matematycznymi, m.in. nad krzywymi stożkowymi i nad krzywą, którą nazywamy dziś lokiem Agnesi. Gdy w 1750 zachorował jej ojciec, papież Benedykt XIV przekazał jej katedrę matematyki i filozofii naturalnej na Uniwersytecie w Bolonii. Była drugą kobietą-wykładowcą na tym uniwersytecie (pierwszą była Laura Bassi). W 1762 opracowała przegląd prac naukowych Josepha Louisa Lagrange’a. Pod koniec życia zajęła się studiami teologicznymi oraz opieką nad chorymi i bezdomnymi (przez kilka lat kierowała przytułkiem dla ubogich "Trivulzio" w Mediolanie). Wstąpiła do zakonu szarytek, w którym zmarła.

Catherine Green (1755-1814) - amerykańska wynalazczyni, żona plantatora bawełny. Podczas spacerów po plantacji wymyśliła odziarniarkę bawełny i wykonała jej prototyp. Jako kobieta nie mogła jednak swojego wynalazku opatentować. Dziś urządzenie to w akcie patentowym figuruje pod nazwiskiem innego wynalazcy - Eli Whitneya.

Maria Mitchell (1818-1889) - pierwsza amerykańska kobieta-astronom. Otrzymała "chłopięce" wykształcenie, była bibliotekarką, prowadziła badania w obserwatorium astronomicznym swojego ojca. Odkryła kometę nazwaną później jej imieniem o obliczyła pozycje Wenus. Była pierwszą kobietą, która została członkiem American Academy of Arts and Sciences w 1848 roku i American Association for the Advancement of Science w 1850. W roku 1865 została pierwszym profesorem astronomii w Vassar College i mianowana dyrektorem tamtejszego obserwatorium (jednak mimo wysokiej reputacji i doświadczenia, jej pensja była niższa od pensji wielu młodszych profesorów-mężczyzn, przeciwko czemu skutecznie protestowała). Pośmiertnie została wprowadzona do National Women's Hall of Fame.

Henrietta Leavitt (1868-1921) - amerykańska astronom. Do swoich osiągnięć doszła mimo głębokiej niepełnosprawności - od dziecka była głucha. Po licencjacie w Radcliffe College podjęła pracę w obserwatorium na Uniwersytecie Harvarda, gdzie badała regularne zmiany jasności cefeid. Odkryła i skatalogowała gwiazdy zmienne w Obłoku Magellana. Na jej cześć nazwano asteroidę oraz krater na Księżycu. Cztery lata po śmierci Leavitt szwedzki matematyk Magnus Gustaw Mittag-Leffler, nie wiedząc, że ona nie żyje, zaproponował nominowanie jej do Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki w 1926 roku, jednak nagroda ta przysługuje tylko żyjącym naukowcom.

Maria Göppert-Mayer (1906-1972) - urodzona w Katowicach amerykańska fizyczka niemieckiego pochodzenia. Laureatka nagrody Nobla (na spółkę z dwoma mężczyznami), druga kobieta po Skłodowskiej-Curie, która została noblistką w dziedzinie fizyki (i do tej pory nie było innych). Prowadziła badania nad strukturą powłokową jądra atomowego. Na budynku przy ul. Młyńskiej 5 w Katowicach, gdzie się urodziła, wisi dziś tablica pamiątkowa.

Dorothy Crowfoot Hodgkin (1910-1994) – angielska biochemiczka i krystalografka, profesor Uniwersytetu w Oxfordzie, członkini Royal Society w Londynie, laureatka nagrody Nobla w dziedzinie chemii za wyznaczenie struktury penicyliny i witaminy B12. Uhonorowana orderem za zasługi dla nauki (Order of Merit).

 

A Emmy Noether?

A Emmy Noether? Przecież tak dużo wniosła do matematyki w tak trudnych czasach.

 

 

Widocznie...

Ona widocznie miała z górki!

Kobiety mają pod górkę

Emmy Noether nie miała z górki, ale zapewne trudno wymienić wszystkie kobiety, które pod górkę miały. A zasługi dla matematyki i fizyki Emmy Noether są olbrzymie. I z trudem znajdowała uznanie u współczesnych, a była ceniona przez samego Alberta Einsteina.
W Nysie w 1895 roku urodziła się niemiecka fizyczka Hertha Sponer (patrz zdjęcie), które także z dużymi problemami przebijała w zdominowanym przez mężczyzn środowisku nauk przyrodniczych. Karierę zrobiła dopiero w Stanach Zjednoczonych, gdzie była pierwszą kobietą zatrudnioną na Uniwersytecie Duke'a.

W artykule daje się odczuć

W artykule daje się odczuć ton piętnujący seksizm, który utrudniał życie, uniemożliwiał dokonywanie odkryć, a nawet skazywał na śmierć kobiety, które zajmowały się nauką. I słusznie, jest to, moim zdaniem, godne potępienia. Jednocześnie jednak w akapicie poświęconym Marii Göppert-Mayer, autor artykułu pomija nazwiska współlaureatów nagrody Nobla, którą uhonorowano fizyczkę "na spółkę z dwoma mężczyznami". Tematem artykułu są oczywiście naukowe osiągnięcia kobiet, a panowie, się do tej kategorii nie zaliczają. Niemniej pominięcie nazwisk tych naukowców (tylko dlatego, że to mężczyźni) uważam za taki sam przejaw myślenia seksistowskiego, jak dopisanie nazwiska Cauchy'ego do twierdzenia Kowalewskiej.

Powrót na górę strony