Matematyk na salonach

Data ostatniej modyfikacji:
2013-10-23
Autor: 
Małgorzata Mikołajczyk
pracownik IM UWr

27 II 2009 prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz odsłonił ufundowaną przez miejski samorząd tablicę pamiątkową na budynku przy Wybrzeżu Pasteura 17a, gdzie przez 12 lat odbywały się spotkania Salonu profesora Dudka. Brali w nich udział ludzie nauki z Wrocławia, Polski i zagranicy. Takiego niezależnego salonu, a w efekcie integracji środowiska naukowego, zazdrościły Wrocławiowi inne ośrodki akademickie. Porównać można go chyba tylko z działającym od 1984 roku na Saskiej Kępie w Warszawie salonem artystycznym Małgorzaty Bocheńskiej - pisarki, dziennikarki i reżyserki.

Napis umieszczony na pamiątkowej tablicy głosi: Józef Dudek (1 marca 1939 - 13 września 2008), wybitny matematyk i humanista, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego, twórca i gospodarz w latach 1996-2008 Salonu Profesora Dudka, mieszczącego się w tym domu, na piątym piętrze. Czym wspomniany Salon i jego Twórca zasłużyli na takie wyróżnienie?

Salonowe maniery

Pierwotnym zamiarem profesora było stworzenie salonu matematycznego, który przyciągałby wybitnych uczonych z kraju i ze świata. Czegoś na wzór lwowskiej kawiarni "Szkockiej". Jednak już pierwsze spotkanie w pustym jeszcze mieszkaniu przy ul. Pasteura spontanicznie wypełniła dyskusja o charakterze politycznym. Później repertuar tematów jeszcze się rozszerzył.

Pierwsze spotkanie prof. Dudek zorganizował w 1996 roku i od tej pory co piątek o 19 na dyskusje o nauce, polityce, historii i sztuce przychodzili naukowcy, prawnicy, politycy, artyści, lekarze, przedstawiciele biznesu. Obowiązywał salonowy strój i takież maniery. Gorące czasem spory przebiegały zawsze w atmosferze tolerancji. Gospodarz witał w progu swoich gości, a później małym dzwoneczkiem (to prezent od wojewody dolnośląskiego) dawał znak rozpoczęcia spotkania. Za każdym razem był inny prowadzący, który przedstawiał gościa specjalnego i czuwał nad przebiegiem późniejszej dyskusji. Gość miał 30-40 minut na prezentację tematu spotkania. Potem odbywał się mini koncert na żywo, a po nim dyskusja, trwająca dokładnie do 21. Bardzo ważną częścią spotkania była godzinna przerwa, okraszona owocami, napojami (alkohol był zabroniony) i obowiązkowo chlebem ze smalcem, a przede wszystkim żywą kontynuacją dyskusji w mniejszych grupach.

Spotkania kończyły się często grubo po północy, ku utrapieniu sąsiadów. Ogromne bochny chleba i smalec dostarczał przyjaciel profesora - Franciszek Oborski - filozof, dyrektor podwrocławskiego zamku w Wojnowicach (jedyny, który cieszył się przywilejem przebywania w Salonie bez garnituru). Jeśli na spotkaniu byli Żydzi przygotowywany był koszerny smalec z gęsi.

Salonowi goście

Przez mieszkanie prof. Dudka w ciągu 436 spotkań przewinęło się w kilka tysięcy osób z kraju i ze świata. Stały trzon bywalców stanowiła profesura wrocławskich uczelni, ale zapraszani byli także młodzi pracownicy naukowi, studenci, przedstawiciele władz i samorządu, partii politycznych, kultury i edukacji. Wśród gości specjalnych byli m.in.: Lech Wałęsa, Jan Nowak-Jeziorański, Władysław Bartoszewski, Andrzej Zoll, Leszek Kołakowski, bp. Tadeusz Pieronek, o. Maciej Zięba, Jan Maria Rokita, kard. Henryk Gulbinowicz, Janusz Onyszkiewicz, Wojciech Fibak, Waldemar Fydrych-Major, Bronisław Geremek, Ryszard Kapuściński, Radosław Sikorski, Jan Kulczyk, Lech Kaczyński, Karol Modzelewski, Andrzej Wiszniewski, Stanisław Bereś i wielu innych. 

Goście salonu dobierani byli tak, by między nimi "iskrzyło". Jeśli tematem spotkania był powrót teologii na uniwersytety, zaproszeni musieli być ci, którzy chcieli włączenia w skład Uniwersytetu Wrocławskiego Papieskiego Fakultetu Teologicznego, i ci, którzy pomysł ten skutecznie storpedowali (wcześniej w mediach jedni mówili o skoku Kościoła na państwową kasę, drudzy o homo sovieticusach). Ale największą wartością Salonu było to, że przezwyciężał skutki głębokiej specjalizacji we współczesnej nauce. Podczas gdy coraz częściej uczeni mówią językiem tak hermetycznym, że przestaje być zrozumiały nawet dla specjalistów ze zbliżonych dyscyplin, w Salonie biochemik musiał mówić tak, żeby zrozumiał go humanista, a filolog tak, by było to jasne dla przedstawicieli nauk ścisłych.

Od początku zapisy salonowych rozmów były rejestrowane i w 2008 roku cześć ukazała się drukiem zredagowana przez prof. Stanisława Beresia w książce p.t. Salon III Rzeczypospolitej. Kolejne tomy są nadal opracowywane.

Gospodarz salonu

Józef Dudek pracował w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego w Zakładzie Algebry i Teorii Liczb. Urodził się w 1939 roku w bardzo biednej, śląskiej rodzinie w Zwonowicach pod Rybnikiem. Był półsierotą, jego ojciec nie wrócił z wojny. Matka miała niewielkie poletko i krowę i z tego musiała wykarmić dwóch synów. W dzieciństwie Dudek przeszedł chorobę Heinego-Medina, która okaleczyła go i oszpeciła na całe życie. Paradoksalnie jednak, stała się powodem, dla którego zajął się matematyką. Wcześniej był zahukanym wiejskim chłopcem, który z powodu opóźnienia w nauce w podstawówce musiał powtarzać rok w tej samej klasie. Zanosiło się na to, że jego życiorys będzie wyglądał tak, jak wielu jego rówieśników o podobnym statusie materialnym - szkoła górnicza, a potem ciężka praca na kopalni. Jednak na skutek kalectwa Dudek został uznany za niezdolnego do pracy fizycznej i nie chciała go przyjąć żadna szkoła zawodowa. Wobec obowiązku szkolnego został skierowany do Liceum Ogólnokształcącego w Rydułtowach. Niski poziom wiedzy wyniesionej ze szkoły podstawowej i brak podręczników, które w domu, gdzie brakowało na chleb i ubrania, były luksusem, zapowiadały, że szybko pożegna się ze szkołą i pozostanie na garnuszku rodziny lub opieki społecznej. Tak się jednak nie stało za sprawą jednego człowieka.

Alfons Hajok trafił do LO w Rydułtowach prosto po studiach matematycznych i został wychowawcą klasy, do której przyjęto Dudka. Okazał się wspaniałym pedagogiem i świetnym nauczycielem. Od razu zauważył bezradnego, wystraszonego i zaniedbanego w nauce chłopca. Domyślił się biedy, w jakiej żyje, sam kupił mu podręczniki i zaczął z nim nadrabiać braki. Okazało się, że uczeń wykazywał uzdolnienia matematyczne. Po niedługim czasie zaczął samodzielnie prowadzić kółko matematyczne, a zakupione książki przestały mu wystarczać i z Katowic trzeba było sprowadzić podręczniki akademickie. W 1958 roku Józef Dudek został laureatem IX Olimpiady Matematycznej, co dawało mu przepustkę na wydziały matematyczne wszystkich uczelni. Zamiast pobliskich Katowic wybrał Wrocław, gdyż chciał tam spotkać profesora Steinhausa, znanego mu z książek popularnonaukowych. Naszemu miastu pozostał wierny do końca życia.

Józef Dudek zmarł nagle 13 września 2008 roku w wieku 69 lat. Na ostatnim spotkaniu Salonu, już po śmierci profesora, Alfons Hajok wspominał swojego wybitnego ucznia. Tydzień wcześniej profesor osobiście zaprosił go na to posiedzenie, z okazji 50-lecia swojej matury. Wspomnieniom na swój temat przysłuchiwał się ze zdjęcia, umieszczonego wraz z czerwoną różą na fotelu zajmowanym zwykle przez gościa specjalnego. Za życia nigdy w nim nie zasiadł.

Jaki był Salon

Był całkowicie niezależny i samofinansujący się. W kącie przedpokoju na stoliku stała skarbonka na dobrowolne datki na napoje i owoce. Przyjaciele profesora twierdzą jednak, że każdego miesiąca dokładał on do Salonu 3/4 swojej pensji, pocieszając się, że na szczęście w wakacje nie było spotkań i z tego profesor żył. Także mieszkanie przy ul. Pasteura profesor kupił za własne pieniądze (zarobione na wykładach we Francji) specjalnie na potrzeby Salonu. Był to trzypokojowy apartament o powierzchni 100 m2, przerobiony tak, by w centralnej części uzyskać jak najwięcej przestrzeni. Lokal mieścił się na V piętrze efektownej plomby nad kanałem Odry (z dozorcą, fontanną i ławeczkami w patio). Nigdy nie służył za mieszkanie. Profesor do końca życia pozostał w swoim mikroskopijnym mieszkanku tuż obok Instytutu Matematycznego.

W największym pokoju odbywały się dyskusje, w mniejszych podczas przerwy gromadzili się goście na kuluarowe rozmowy. Za całe umeblowanie służyło kilka stolików i setki krzeseł, głównie dostarczonych przez stałych bywalców salonowych spotkań. Był też skórzany fotel dla gościa specjalnego.

Salonowy fotel

Kiedy w 1999 roku podczas uroczystości w Auli Leopoldyńskiej prof. Józef Dudek otrzymał nagrodę Kolegium Rektorów Uczelni Akademickich Szkół Wrocławia i Opola za pomysł Salonu i integrację środowiska naukowego, ludzi wszystkich orientacji politycznych, wyznań i postaw życiowych, wygłaszający laudację prof. Andrzej Baborski - rektor Akademii Ekonomicznej - stwierdził, że w życiu wielu z nas pojawia się szczypta szaleństwa, która każe nam robić rzeczy, których nikt od nas nie wymaga, po czym opisał ją w przypadku prof. Dudka w formie matematycznej metafory w następujący sposób:

Sądzę, że prof. Dudek miał taki moment, kiedy przestały mu wystarczać klony, zwłaszcza minimalne, kiedy zbyt małą stała się przestrzeń nad ciałem Galois, kiedy poczuł, że otaczają go kraty i półkraty, ciasne stały się pierścienie, a do ideału daleko. I wtedy zaświtał mu pomysł, który można opisać językiem algebry. Niech dana będzie algebra, która na cześć laureata oznaczmy D = (P, F), której zbiorem podstawowym jest zbiór foteli F o liczbie kardynalnej n, zaś działania nad tą algebrą są określone przez ciągłą, symetryczną grupę P przedstawień przekształcających zbiór F w siebie. Niech dalej dane będzie ciało H zbiorów idempotentnych z F, zawartych w pewnej populacji generalnej, przy czym dla dowolnych zbiorów Hi, Hj, ich iloczyn będzie niepusty. Niech wreszcie istnieje proces generacji nielosowej poszczególnych zbiorów z H o stałym kroku czasowym. Zadaniem jest znaleźć warunek stabilności procesu generacji, czyli wymóg, by dla każdego t był zachowany warunek co najmniej idempotentności H i F.

Rozwiązaniem tego zadania jest oczywiście salon profesora Dudka. Swoje wystąpienie prof. Baborski zakończył słowami: Dzisiaj, z woli Kolegium Rektorów ubi pars parva feci, podejmujemy małą interwencję w algebrę Dudka. Polega ona na modyfikacji zbioru F poprzez
powiększenie go o jeden. Niech ten dodatkowy element będzie dla Pana Profesora źródłem satysfakcji, niech zwiększy możliwości Salonu, przyczyniając się do pomnożenia jego sławy.

Oprócz dyplomu prof. Dudek otrzymał piękny, skórzany fotel z wygrawerowaną tabliczką. Kolegium Rektorów chciało początkowo wręczyć laureatowi obraz do salonu, ale profesor powiedział, że bardziej przyda mu się porządny fotel. Więc kupili fotel. Dziękując za wyróżnienie, wzruszony laureat oznajmił, że fotel nie będzie dla niego, lecz dla gości specjalnych i zapewne zasiądzie w nim wiele osób z tej sali, ale on najprawdopodobniej nigdy. Potem wyznał, że nigdy w życiu nie miał żadnego publicznego przemówienia. Te wyrazy skromności aula przyjęła huczną owacją.

Jakieś 30 spotkań po fotelu profesor zainstalował w pokoju dyskusyjnym klimatyzację, którą zafundował mu Uniwersytet, a beton na podłodze pokryły wreszcie kafle. W nawiązaniu do salonowej tradycji, Franciszek Oborski przywiózł na uroczystość w Auli Leopoldyńskiej wieniec chlebowy, którym ukoronował swojego przyjaciela. Taki sam wieniec przywiózł dziewięć lat później na Cmentarz Osobowicki na pogrzeb profesora.

Kontynuacja salonu

Po przedwczesnej śmierci profesora Dudka przyszłość Salonu stanęła pod znakiem zapytania. Nie tylko dlatego, że mieszkanie przy ul. Pasteura przeszło na własność dalszej rodziny i zostało sprzedane. Zabrakło najważniejszego ogniwa, człowieka który przez kilkanaście lat z uporem wykonywał setki telefonów, umawiał gości, ustalał tematy spotkań i rugał niezdyscyplinowanych uczestników.

Miesiąc po odejściu gospodarza bywalcy Salonu spotkali się na wspominkach w zamku na wodzie w podwrocławskich Wojnowicach. Tam postanowili, że spotkania będą kontynuowane, teraz już w Salonie imienia profesora Dudka.  Obowiązki gospodarza podzielili między siebie przyjaciele profesora: prof. Janusz Degler - historyk literatury oraz prof. Andrzej Kisielewicz - matematyk. Zaproszeni goście spotykają się co dwa tygodnie w Muzeum Architektury. Prof. Dudek przygląda się temu z fotografii, która zawisła na muzealnym korytarzu. Tylko rozmowy nie ciągną się, jak kiedyś, do późna w nocy, bo o 23 muzeum jest zamykane.

Nagroda im. Józefa Dudka

Od 2011 dorocznie przyznawana jest przez Kolegium Rektorów Uczelni Wrocławia, Opola i Zielonej Góry nagroda im. prof. Józefa Dudka za integrację środowiska akademickiego. Nagroda wręczana jest podczas otwartego posiedzenia KRUWOZ w dniu Święta Nauki Wrocławskiej - 15 XI. Jej laureatami zostali dotychczas:

  • 2011 - twórcy interdyscyplinarnego seminarium Studium Generale Universitatis Wratislaviensis im. prof. Jana Mozrzymasa - prof. Adam Jezierski (UWr) i prof. Ewa Dobierzewska-Mozrzymas (PWr)
  • 2012 -  metropolita wrocławski abp Marian Gołębiewski
  • 2013 - Dolnośląski Festiwal Nauki

 

Fotografie wykorzystane w artykule pochodzą ze strony internetowej "Gazety Wyborczej" (©Agencja Gazeta).

 

Wspomnienia

Aż mi się łezka w oku zakręciła na myśl i wspomnieniu o jego zacnej osobie.Byłam na 4 roku studiów, gdy profesor podszedł do mnie (był wtedy moim wykładowcą) i zapytał: "Lubisz pączki? A Pana Wałęsę?". Potem całą przerwę siedzieliśmy jedząc pączki i dyskutując o naszym prezydencie. Właśnie tego dnia zaprosił mnie na pierwsze spotkanie w Salonie. Był tajemniczy. Nie zdradzał szczegółów, a ja już po pierwszym spotkaniu zakochałam się w tym miejscu.Później przez długi czas zajmowałam się Salonem. Mieszkałam w mieszkaniu naprzeciw Salonu i co tydzień w piątek przygotowywałam Salon do spotkania: robiłam zakupy, sprzątałam, a na spotkaniu pomagałam profesorowi aby goście byli zadowoleni.Do dziś pamiętam chleb ze smalcem przywożony każdego wieczoru przez Pana Oborskiego. Spotkania były niezwykłe, trwały nieraz do 1 w nocy.Jednego żałuję: nie odwiedziłam Profesora przed odejściem...

Powrót na górę strony